1100 dni...

... mam nadzieję dobrej zabawy.


Zakończonej inaczej niż zazwyczaj czyli, przeciwieństwem "Jakże pięknej katastrofy" na co mam jeszcze większą nadzieję i z czym związane są moje największe obawy, że tak to się może skończyć.


Inspiracją do tego osobliwego "studium przypadku" jest pewien mniej lub bardziej znany serial "Singielka". Z tą różnicą, że jego bohaterka w określonym przez siebie czasie (z tego co pamiętam coś koło 272 dni) szuka miłości opisując swoje poszukiwania w felietonach na łamach portalu, w którym pracuje. W sumie to ja też szukam miłości choć dopiero w dalszej kolejności, w pierwszej chyba szczęścia, swego rodzaju spełnienia na różnych polach życia zarówno zawodowych jaki i prywatnych. I tu pojawiają się kwestie problematyczne.


Jak szukać pracy, nie szukając?
Jak spełniać marzenia nie mając za co?
Jak tworzyć nie mając czasu?
Jak być szczęśliwym zamartwiając się?


Bo wiecie biednemu, to nie dość, że zawsze pod górkę to jeszcze wiatr w oczy no i te kłody nie zapomnijmy o kłodach (na marginesie to sami je sobie, rzucamy ale o tym może przy innej okazji).No cóż "Powadzenia życzę." A że nie pracuję w żadnym portalu, bo gdybym w jakimś pracowała pewnie by mnie tu nie było. Stąd pomysł na bloga o tym czy istnieje przepis na "szczęście".

Do tego dochodzi pewnego rodzaju fascynacja poruszana przez wielu znanych youtuberów, blogerów "Nie ma rzeczy niemożliwych.", "Podążajcie z marzeniami." itd., itp. Tylko czy dla wszystkich te drzwi są otwarte, dla takiego szaraczka jak ja, o którym nikt nie słyszał i być może nigdy nie usłyszy też? Dziś mówię...

"Sprawdzam!"

Komentarze